sobota, 11 października 2008

Tydzień z Thermomiksem

Równo tydzień temu, w sobotę, sprezentowałem żonie i sobie nową zabawkę do kuchni -- Thermomiksa TM-31. Chorowałem na niego już od dłuższego czasu, ale żonka dopiero teraz dojrzała do decyzji o zakupie (a może raczej powinienem napisać "o wydatku" ;). No i zaczęło się pichcenie, na początku nieco nieśmiale i raczej zgodnie z załączonymi z urządzeniem przepisami, żeby obyć się trochę, a w miare nabierania doświadczenia w obsłudze coraz śmielsze eksperymenty we wdrażaniu go do naszych zwykłych gustów.

Po tygodniu ja jestem zachwycony, żona jest zachwycona, dzieci są zachwycone. Robienie jedzonka stało się jeszcze przyjemniejsze i szybsze. Dla mnie najważniejszą zaletą jest mniejsza ilość narzędzi kuchennych które trzeba po pichceniu umyć i posprzątać, a których raczej nie właduje do zmywarki. Po drugie odpada też mnóstwo przygotowań, które zabijają sztukę gotowania takich jak siekanie, rozdrabnianie, wyrabianie ciasta, ubijanie, mieszanie, mielenie itp.

Z najciekawszych, Iwona upiekła bułki grachamki, punktem wyjścia oczywiście nie była mąka z otrębami tylko najprawdziwsza pszenica, którą Thermomix zmielił, nastepnie po dodaniu pozostałych składników wyrobił ciasto drożdżowe, które po wyrośnieciu i załadowaniu do piekarnika dało przepyszne bułeczki. Ale naprawdę przepyszne, chyba w życiu takich dobrych nie jadłem. A wszystko to, nie licząc rośnięcia ciasta i pieczenia, w kilka minut. Niesamowite.

W niecałe pietnaście minut ugotowałem w tym pieczarkową zupę-krem, w trzy minuty zrobiłem capuchino, również w trzy minuty - frappe, bukiet surówek z trzech rodzajów surówek także w trzy minuty (no dobra, nie licząc obierania warzyw). Masę na placki ziemiaczane ucieram w pięć minut, a nie jak do tej pory przeszło pół godziny. Iwona w dwie minuty jest w stanie zrobić kruche ciasto na moją ulubioną szarlotkę, a w kolejne dwie - utrzeć jabłka.

Wspomnę jeszcze o soczkach domowej produkcji "Kubusiach", sokach bananowych, soku z zielonej pietruszki i dżemach wpróbowanych na chłopcach oraz niezliczonej ilości drinków wypróbowanych na rodzicach, chlebie pszennym, chałce i innych.

2 komentarze:

Łukasz pisze...

pSZenna

trojan pisze...

No oczywiście że pszenna, już poprawione :) To sie chyba wtórny analfabetyzm nazywa